w ,

Handel jabłkami stanął, ale jedna odmiana rozbiła bank! Co się dzieje na rynku?

Rynek jabłek w Polsce przechodzi kolejny wymagający sezon. O sytuacji w handlu, cenach, jakości i preferencjach odbiorców rozmawiamy z sadownikiem, który od lat zajmuje się zakupem jabłek od innych producentów, przygotowaniem ich do eksportu oraz sprzedażą na rynku hurtowym.

– Jak obecnie wygląda handel jabłkami?

– Towaru jest dużo, momentami nawet więcej niż o tej porze rok temu, ale sprzedaż nie jest łatwa. Ceny pozostają w zasadzie bez zmian, a popyt bywa słaby. Wielu handlujących narzeka na brak klientów. Rynek hurtowy Bronisze jest trudny, choć jeśli ktoś ma stałych odbiorców, to daje się funkcjonować.

– A jakie odmiany cieszą się teraz największym zainteresowaniem na rynku hurtowym Bronisze?

– Zdecydowanie Cortland – w hurcie około 40–45 zł za skrzynkę. Bardzo dobrze schodzi też gruby Champion, pod warunkiem że to naprawdę duży kaliber – tu ceny są niższe, około 30–35 zł. Prince również ma swoich odbiorców. To obecnie takie topowe odmiany, których klienci szukają najczęściej.

– A co z Szarą Renetą, która zwykle była jedną z droższych?

– Cena trzyma poziom, około 45 zł, ale zainteresowanie jest niewielkie. Nie ma okresów świątecznych ani wzmożonego popytu na przetwory, więc sprzedaż idzie wolniej.

– Gala przez lata była filarem eksportu. Jak jest teraz?

– Gala praktycznie stanęła na rynku krajowym i eksportowym. W eksporcie prawie jej nie biorą, wielu odbiorców się z niej wycofało na ten moment. Gdy cena mocno wzrosła, było do przewidzenia, że popyt spadnie.

– Które odmiany są teraz najbardziej poszukiwane przez rynki zagraniczne?

– W tej chwili numerem jeden stał się Red Cap. Ceny za tą odmianę sięgają nawet 3,50 złotych za kilogram. To odmiana, o którą klienci pytają najczęściej i która schodzi najszybciej. Popyt jest na tyle duży, że niektórzy handlowcy próbują się wyróżnić na tle konkurencji i – mówiąc wprost – oferują inne odmiany jako Red Capa, żeby tylko zdobyć klienta. Zdarza się, że za Red Capa „idzie” nawet Gloster, bo ktoś chce pokazać, że ma towar i jest w stanie zrealizować zamówienie…

– Czym handluje pan obecnie najwięcej?

– Szampionem i Princem. Te odmiany biorą zarówno odbiorcy krajowi, jak i zagraniczni. Przy większych partiach potrafimy wysłać kilkadziesiąt ton tygodniowo.

– Kupuje pan jabłka od innych sadowników. Jak ocenia pan jakość w tym sezonie?

– Jakość jest zróżnicowana. Ogólnie bywa słabsza niż byśmy chcieli, ale przy tak dużej podaży jest w czym wybierać. Jeśli partia nie spełnia wymagań, po prostu jej nie biorę.

– A co z innymi gatunkami, na przykład gruszką?

– Zainteresowanie gruszką zaczyna rosnąć, pojawiają się klienci i transporty. Ceny potrafią się zmieniać z dnia na dzień, więc trzeba je stale monitorować – zwłaszcza przed wysyłką większych partii.

– Jakie są perspektywy na najbliższe tygodnie?

– Dużo zależy od eksportu. Jeśli ruszy, nadwyżka towaru zniknie i ceny mogą drgnąć. Jeśli nie, rynek krajowy sam tego nie wchłonie. W handlu owocami wszystko może się zmienić bardzo szybko.

Podsumowanie

Obecny sezon pokazuje, że nawet przy dużej podaży sukces w handlu jabłkami zależy od elastyczności, kontaktów handlowych i jakości towaru. Najlepiej sprzedają się sprawdzone odmiany , podczas gdy część popularnych dotąd jabłek traci na znaczeniu w eksporcie. Sadownicy i handlowcy zgodnie podkreślają: dziś bardziej niż kiedykolwiek liczy się umiejętność dopasowania do rynku.

UDOSTĘPNIJ

Ostatnia szansa przed startem wegetacji – wyścig o integrowaną produkcję trwa. Rozmowa z Grażyną Wiśniewską-Sas, założycielką Integra Agro

Miała być żyła złota, skończyło się stratą. Prawda o uprawie arbuza w Polsce…