Kryzys czy szansa? Robert Sas o produkcji, handlu i promocji jabłek – najważniejsze wnioski ze spotkania sadowniczego w Warce
25 lutego 2026 roku w Warce odbyło się ważne spotkanie sadownicze, podczas którego doradca sadowniczy Robert Sas poruszył jeden z najtrudniejszych i najbardziej niewygodnych tematów dla branży – nie tylko produkcji, ale przede wszystkim handlu, promocji jabłek oraz ogólnej kondycji polskiego sadownictwa. Choć zagadnienia agrotechniczne, omawiane w poprzednim materiale, pozostają fundamentem nowoczesnej produkcji, nie można ignorować tego, co dzieje się na rynku. To właśnie sytuacja ekonomiczna i organizacyjna branży może w najbliższych latach zadecydować o przyszłości wielu gospodarstw.
Ponieważ problem jest niezwykle istotny, postanowiliśmy poświęcić mu osobny artykuł.
Polska potęgą produkcji jabłek – ale co dalej ze sprzedażą?
Zdaniem Roberta Sasa Polska osiągnęła imponujący poziom produkcji owoców, szczególnie jabłek. Potencjał, doświadczenie sadowników oraz zaplecze technologiczne sprawiają, że wytwarzanie wysokiej jakości owoców nie stanowi dziś największego problemu.
Problem zaczyna się później.
— Wyprodukować możemy wszystko. Mamy możliwości, potencjał i lata praktyki. Natomiast prawdziwym wyzwaniem jest zdobywanie klientów, walka z ograniczeniami i rosnącą konkurencją — podkreślał Sas.
Branża musi mierzyć się z coraz większą liczbą przepisów, kontroli oraz ograniczeń dotyczących środków ochrony roślin. Jednocześnie maleje dostępność narzędzi produkcyjnych, a konkurencja na rynkach międzynarodowych stale rośnie. W efekcie każdy producent próbuje znaleźć własną drogę — nowe odmiany, nowe kierunki sprzedaży — jednak działania te są rozproszone i indywidualne.
Coraz wyraźniej widać również różnice w kondycji gospodarstw i firm działających w branży. Jedni inwestują i rozwijają się, inni walczą o przetrwanie. Według Sasa ta tendencja będzie się pogłębiać.
Jabłka w chłodniach i wielki znak zapytania
Szczególnie niepokojąca jest sytuacja handlowa związana z jabłkami znajdującymi się obecnie w chłodniach. Sezon sprzedaży dopiero się zaczyna, a już towarzyszy mu ogromna niepewność.
— To rosyjska ruletka. Czekamy, co przyniesie los, a powinniśmy mieć analizy rynku i wskazówki, jakie działania podjąć — mówił doradca.
Największym problemem jest brak rzetelnych prognoz i systemowych analiz, które pomogłyby producentom podejmować decyzje sprzedażowe. Organizacje branżowe, które mogłyby dostarczać takie dane, nie spełniają tej roli w wystarczającym stopniu.
Paradoks polega na tym, że Polska — będąca jednym z największych producentów jabłek na świecie — nie wypracowała stabilnych kanałów zbytu dla swojej produkcji.
Widmo powtórki z 2018 roku
Robert Sas ostrzegł, że branża może ponownie stanąć przed scenariuszem podobnym do kryzysu z 2018 roku, kiedy ogromne plony doprowadziły do załamania cen.
Produkcja rośnie, sady są coraz nowocześniejsze, a potencjalne zbiory mogą sięgać nawet 6–7 milionów ton. Tymczasem krajowa konsumpcja wynosi około 700 tysięcy ton, a łącznie jesteśmy w stanie zagospodarować około 2 milionów ton. Reszta trafia do przetwórstwa — często po cenach niepokrywających kosztów produkcji.
— Mamy świetny towar, wysoką jakość i plony, a finalnie trafia on do zakładów przetwórczych, bo nie ma co z nim zrobić — alarmował Sas.
Dlatego jego zdaniem branża powinna już dziś przygotować „czarny scenariusz” i plan działania na wypadek nadprodukcji.

Lider produkcji czy lider zysków?
Polska od lat jest liderem produkcji jabłek w Europie, a często także na świecie. Jednak — jak zauważył doradca — samo przewodnictwo w ilości nie jest powodem do dumy, jeśli nie przekłada się na dochody producentów.
— Bądźmy liderem jakości i tego, że zarabiamy na jabłkach — podkreślił.
Według niego brakuje realnych, skutecznych działań, które rozwiązywałyby kluczowe problemy branży. Jeśli nawet podejmowane są próby, często mają charakter pozorny lub nieskoordynowany.
Wizerunek jabłek i temat pestycydów
Kolejnym trudnym zagadnieniem jest społeczna narracja dotycząca środków ochrony roślin. Informacje o wykrywanych pozostałościach pestycydów w owocach pojawiają się regularnie w mediach, co negatywnie wpływa na wizerunek branży.
Robert Sas zwrócił uwagę na niespójność komunikacji:
Ta sama osoba potrafi mówić sadownikom, że sytuacja jest dobra i nie ma problemu z pozostałościami, a w innym środowisku używać określeń typu „koktajle herbicydowe”.
Taki przekaz podkopuje zaufanie konsumentów i utrudnia sprzedaż. Obniżanie cen nie rozwiąże problemu, jeśli w świadomości klientów utrwali się negatywny obraz produktu.
Brak promocji polskich jabłek
Jednym z najmocniejszych wątków wystąpienia był brak spójnej strategii promocji polskich jabłek. Każdy liczący się producent na świecie posiada własną markę i system marketingowy. Polska — mimo ogromnej produkcji — takiego systemu nie wypracowała. W praktyce oznacza to, że głównym argumentem w handlu pozostaje cena.
— Jeśli nie ma marki, opakowania i pomysłu na sprzedaż, jabłka w Polsce „muszą być tanie” — zauważył Sas.
Nadprodukcja dodatkowo wzmacnia tę presję cenową.
Lekcja z Bolzano – siła współpracy
Doradca przytoczył przykład regionu Bolzano w północnych Włoszech, jednego z najlepiej zorganizowanych obszarów sadowniczych w Europie. Od ponad 60 lat odbywają się tam regularne konferencje, podczas których sadownicy, firmy handlowe, władze lokalne i instytucje branżowe wspólnie analizują sytuację i planują działania. Taka współpraca pozwala szybko reagować na zmiany rynkowe i legislacyjne.
— Gdyby nie ich zorganizowanie, tamtejszy biznes już dawno by upadł — podkreślił Sas.
W Polsce wciąż brakuje podobnego systemu dialogu i wspólnego planowania.
Wspólny interes producentów i handlu
Kluczowym wnioskiem ze spotkania jest potrzeba ścisłej współpracy między producentami a handlem. Te dwa ogniwa nie mogą funkcjonować oddzielnie — sukces jednych zależy od drugich. Im szybciej branża to zrozumie, tym większe ma szanse na stabilną przyszłość.
Podsumowanie: branża na rozdrożu
Wystąpienie Roberta Sasa w Warce było mocnym głosem ostrzegawczym. Polskie sadownictwo stoi dziś przed wyborem: albo pozostanie liderem produkcji bez gwarancji opłacalności, albo stanie się liderem jakości, sprzedaży i skutecznego marketingu. Potencjał jest ogromny. Brakuje jednak strategii, współpracy i odwagi do podejmowania trudnych decyzji.
Jeśli branża nie zacznie działać wspólnie — przyszłość wielu gospodarstw może stanąć pod znakiem zapytania.







