w ,

Tłumy sadowników w Warce. Robert Sas wskazał największe zagrożenia sezonu 2026!

Sezon 2026 — sadownicy z regionu Warki szukają odpowiedzi na najważniejsze pytania

W obliczu narastającej niepewności ekonomicznej, kaprysów pogody i rosnących kosztów produkcji, sadownicy z rejonu Warki spotkali się, by wspólnie zastanowić się nad przyszłością nadchodzącego sezonu. Inicjatorem wydarzenia był Grzegorz Gwardys, który zaprosił producentów owoców na spotkanie mające odpowiedzieć na kluczowe pytania dotyczące roku 2026 — roku określanego przez wielu jako jeden z najbardziej wymagających w ostatnich dekadach.

Już od pierwszych minut było jasne, że nie będzie to zwykła konferencja, lecz rzeczowa rozmowa ludzi, których łączy wspólna troska o przyszłość sadownictwa.

Wspólnota doświadczeń i wiedzy

Spotkanie otworzył sam organizator, Grzegorz Gwardys, który w kilku słowach przedstawił swoją działalność oraz motywacje stojące za organizacją wydarzenia. Podkreślił, że w czasach kryzysu największą wartością staje się współpraca i wymiana doświadczeń.

Następnie głos zabrał Bartek Trociński z Centrum Sadowniczego Warka — miejsca, które od momentu otwarcia w 2024 roku stało się ważnym punktem na mapie lokalnego sadownictwa. Centrum nie tylko zaopatruje producentów w sprzęt i środki produkcji, ale także wspiera ich w sprawach formalnych: dopłatach, wnioskach dotyczących integrowanej produkcji oraz licznych programach pomocowych.

Dziś sadownik musi być nie tylko producentem, ale też menedżerem, księgowym i specjalistą od przepisów — podkreślano w kuluarach.

Głos samorządu: jakość i kompetencje

Wystąpienie Grażyny Sas nadało spotkaniu szerszy kontekst. Jej słowa wybrzmiały jak deklaracja wsparcia dla całego środowiska:

— Bardzo cieszy mnie to, że gminie Warka zależy na podnoszeniu kompetencji i jakości produktów swoich producentów.

Był to wyraźny sygnał, że lokalne władze dostrzegają znaczenie sadownictwa nie tylko jako gałęzi gospodarki, ale także elementu tożsamości regionu.

Produkcja w czasach kryzysu

Główną część spotkania pod hasłem „Sezon 2026, czyli produkcja w czasach kryzysu” poprowadził Robert Sas z IPSAD. Jego wystąpienie było szczegółową analizą zagrożeń i wyzwań, które mogą zadecydować o powodzeniu lub porażce nadchodzącego sezonu.

Czy zima zaszkodziła sadom?

Pierwsze pytanie, które nurtowało wszystkich, dotyczyło przezimowania drzew.

Sadownicy pamiętają katastrofalną zimę 1987 roku, ale — jak podkreślił ekspert — to nie same mrozy styczniowe były wtedy najgroźniejsze, lecz te marcowe, które uderzyły w momencie budzenia się roślin do życia.

Dziś sytuacja jest inna, choć ślady mrozów tej zimy są widoczne.

— Uszkodzenia mogą wystąpić tam, gdzie temperatura spadła do około minus 30 stopni — wyjaśniał. — Na razie największe straty obserwujemy w czereśni odmiany Kordia, ale ogólnie sytuacja nie wygląda dramatycznie.

Kluczowe okażą się warunki wiosenne. Rośliny, które przeszły stres termiczny, mogą reagować bardzo różnie — od dobrego startu po nagłe zamieranie spowodowane uszkodzeniem tkanek przewodzących.

Woda — czynnik decydujący

Jednym z najważniejszych wątków była kwestia wody. Prognozy wskazują na suchą wiosnę, a to oznacza konieczność wcześniejszego uruchomienia systemów nawadniania. Brak wody w okresie kwitnienia może skutkować słabym zawiązywaniem owoców i ich opadaniem.

Uszkodzona przez mróz miazga może dodatkowo utrudniać transport wody w drzewie — roślina ruszy z wegetacją, by później nagle zaschnąć.

— Asymilaty są paliwem dla roślin. Jeśli ich transport jest zaburzony, pojawia się poważny problem — podkreślono.

Zalecano zabiegi regeneracyjne: azot, potas oraz opryski saletrą potasową przed ruszeniem wegetacji.

Jak przygotować sad na start?

Wśród praktycznych wskazówek pojawiły się m.in.:

Opóźnianie wegetacji

Przy prognozowanych ciepłych dniach sadownicy chcą uniknąć zbyt wczesnego startu roślin. Pomóc może:

  • bielenie pni (ale tylko w słoneczne dni),
  • stosowanie glinki, która ogranicza nagrzewanie kory i utrudnia aktywność szkodników.

Choroby kory i drewna

Wczesnowiosenne zabiegi miedziowe pozostają podstawą ochrony przed chorobami kory i drewna. Podkreślono, że problem nie dotyczy wyłącznie ran po cięciu.

Miodówka — wróg numer jeden

Jednym z najgorętszych tematów była miodówka gruszowa, która w ostatnich latach stała się prawdziwą plagą.

Owady zimują jako osobniki dorosłe i mogą być aktywne już w słoneczne zimowe dni. Kluczowe jest ograniczanie ich populacji od jesieni poprzez zabiegi mechaniczne, olejowe i siarkowe. Brak preparatu Movento w tym sezonie dodatkowo komplikuje sytuację.

Ekspert apelował o ochronę organizmów pożytecznych — pająków, biedronek i skorków, które są naturalnymi wrogami miodówki. Szczególnie dużo uwagi poświęcono skorkom — niedocenianym sprzymierzeńcom sadowników, zdolnym zjadać ogromne ilości szkodników.

Naturalni sprzymierzeńcy sadów

Podkreślono znaczenie bioróżnorodności:

  • pozostawianie kryjówek dla skorków (np. bambusów),
  • ograniczenie chemii niszczącej pożyteczne owady,
  • rozważenie wprowadzania murarki ogrodowej jako zapylacza.

Nawożenie i zdrowotność drzew

Zwrócono uwagę na niedoceniany siarczan wapnia, który — stosowany doglebowo — może znacząco poprawić kondycję gleby i roślin.

W kontekście chorób bakteryjnych, takich jak zaraza ogniowa czy rak bakteryjny, podkreślono brak skutecznych środków interwencyjnych. Kluczem pozostaje profilaktyka: odpowiednie cięcie, nawożenie, dbałość o glebę i ogólną kondycję drzew.

Technika oprysku — często pomijany detal

Na zakończenie zwrócono uwagę na aspekt, który może decydować o skuteczności ochrony bardziej niż sam dobór preparatu — technikę zabiegów. Wiatr w rzędach, niewłaściwe ustawienie dysz czy nieodpowiednia prędkość opryskiwacza mogą powodować ogromne straty skuteczności.

— Czasem nawet 40 procent, a w trudnych warunkach jeszcze więcej — podkreślił Robert Sas.

Sadownictwo w punkcie zwrotnym

Spotkanie w Warce pokazało, że sezon 2026 będzie wymagał od producentów nie tylko wiedzy i doświadczenia, ale także elastyczności i gotowości do zmiany dotychczasowych schematów działania. Nie zabrakło obaw, ale dominowało poczucie solidarności i przekonanie, że wspólnie można stawić czoła nawet najtrudniejszym wyzwaniom.

Bo w sadownictwie — jak wielokrotnie powtarzano podczas spotkania — każdy sezon jest nową historią, a sukces zależy od zdolności przewidywania tego, czego przewidzieć się nie da.

UDOSTĘPNIJ

Rolnicy wciąż kręcą się w spirali długów. W skrajnych przypadkach spłata zajmuje im nawet 1200 dni

Branża stoi nad przepaścią. Lider produkcji, ale bankrut zysków? Gorzkie kulisy polskiego sadownictwa według Roberta Sasa