Ostatnie mrozy w sadach: czy czeka nas słabszy sezon?
Zima przypomniała sobie, że potrafi być zimą. W wielu rejonach Polski temperatury spadły do -20°C, -22°C, a lokalnie nawet do -30°C. I choć dla konsumenta to tylko liczba na termometrze, dla sadownika każdy dodatkowy stopień poniżej zera to potencjalnie tysiące złotych mniej w plonie.
Czy ostatnie mrozy zniszczą tegoroczne zbiory jabłek, gruszek i owoców pestkowych? A może – jak to w sadownictwie bywa – wszystko rozstrzygnie dopiero wiosna?
O komentarz zapytaliśmy Szymon Jabłoński, doradcę sadowniczego z firmy Symbioz.
Mróz mrozowi nierówny – kluczowe są stopnie i stanowisko
– „Poziom uszkodzeń zależy od tego, do jakiej temperatury spadł mróz i na jakim stanowisku mamy sad” – mówi ekspert bez zbędnego dramatyzowania.
I rzeczywiście – jeden właściciel może mieć dwie kwatery oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów, a różnica temperatur wyniesie nawet 8–10 stopni. W zagłębieniach terenu notowano -30°C, podczas gdy na lepiej przewietrzanych stanowiskach było „zaledwie” -20°C.
W sadownictwie każdy stopień Celsjusza ma znaczenie. Tkanki drzew reagują na ekstremalne spadki temperatur bardzo gwałtownie. Im niżej spada słupek rtęci, tym większe ryzyko uszkodzeń pąków, przewodów wiązkowych i młodych przyrostów.
Najbardziej ucierpiały brzoskwinie, nektaryny i morele
Jeśli ktoś tej zimy spał niespokojnie, to przede wszystkim producenci owoców pestkowych.
„Brzoskwinie, nektaryny i morele należą do gatunków najbardziej wrażliwych na silne mrozy. Przy temperaturach rzędu -25°C i niższych uszkodzenia mogą być poważne” – informuje Szymon Jabłoński, z Symbioz.
Problem polega na tym, że:
- uszkodzonych pąków kwiatowych nie da się już odbudować,
- wczesną wiosną nie można zastosować nawożenia dolistnego (brak liści),
- regeneracja ogranicza się praktycznie do nawożenia doglebowego.
Efekt? W wielu sadach możemy spodziewać się wyraźnego spadku plonowania owoców pestkowych w sezonie.
Grusze – widać przebarwienia, ale bez paniki
W sadach gruszowych pojawiają się już pierwsze sygnały problemów:
- przebarwienia najmłodszych przyrostów,
- przemarznięcia wiązek przewodzących,
- uszkodzenia nasady pąków – zwłaszcza tam, gdzie jesienią wystąpił wtórny wzrost.
A jednak – jak podkreśla Szymon Jabłoński – grusza ma niebywałe zdolności regeneracyjne. Na tym etapie nie ma powodów do dramatycznych prognoz. Wiele zależy od tego, jak drzewa ruszą na wiosnę.
Jabłonie: wszystko rozstrzygnie wiosna
W przypadku jabłoni sytuacja jest bardziej złożona – i mniej jednoznaczna.
– „Nie siadałbym w tej chwili w panikę” – uspokaja doradca.
Kluczowe będą dwa czynniki:
1. Przebieg wiosny
Jeśli będzie:
- spokojna,
- umiarkowanie ciepła,
- wydłużona do kwitnienia,
sadownicy zyskają czas na wykonanie zabiegów regeneracyjnych. Nawet częściowo przemrożone pąki nie muszą istotnie obniżyć plonu.
Jeśli jednak wiosna okaże się:
- krótka,
- bardzo gorąca,
- dynamiczna,
możemy zobaczyć scenariusz znany z poprzednich lat – masowe opadanie zawiązków po kwitnieniu.
Cięcie po mrozach – strach jest złym doradcą?
Wielu sadowników, w obawie przed stratami, zaczęło w tym roku ciąć drzewa oszczędniej. Dotyczy to również odmian takich jak Red Jonaprince, gdzie tradycyjnie stosowano mocne cięcie.
Sad to system naczyń połączonych – zmiana jednego elementu (np. intensywności cięcia) wpływa na cały sezon. Strach przed mrozem nie powinien całkowicie zmieniać sprawdzonej strategii prowadzenia sadu.
Przerzedzanie? Decyzję podejmie pogoda
Jednym z najtrudniejszych pytań tej wiosny będzie: czy przerzedzać zawiązki?
Odpowiedź nie padnie dziś. Jak podkreśla ekspert, to wiosna pokaże, czy włączać zabiegi chemicznego lub mechanicznego przerzedzania, czy pozwolić drzewom zawiązać więcej owoców „na wszelki wypadek”.
W sadownictwie rzadko kiedy decyzje podejmuje się na podstawie kalendarza. Częściej – na podstawie temperatury, dynamiki wzrostu i doświadczenia.
Czy mrozy 2026 roku obniżą plony owoców w Polsce?
Na to pytanie dziś nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
Można jednak wskazać kilka wniosków:
- najbardziej zagrożone są sady pestkowe,
- grusze mają duży potencjał regeneracyjny,
- jabłonie potrzebują spokojnej wiosny,
- każdy stopień poniżej zera ma realne znaczenie,
- pochopne decyzje (np. zbyt oszczędne cięcie) mogą pogłębić problemy.
Zima już zrobiła swoje. Teraz wszystko w rękach wiosny. A ta – jak wiemy – w sadownictwie bywa równie kapryśna jak mróz.






