Sezon ruszył, a nożyce wciąż czekają. Sadownicy pod presją czasu i rosnących stawek za cięcie
Sezon w sadach nabrał rozpędu. Zabiegi ochrony roślin oraz nawożenie posypowe ruszyły na dobre, a warunki pogodowe wreszcie pozwalają na intensywne prace w terenie. Jednak – jak wynika z naszych rozmów z sadownikami i wykonawcami usług – w wielu gospodarstwach nadal nie zakończono jednego z kluczowych zabiegów: zimowego cięcia drzew. To opóźnienie zaczyna być poważnym problemem organizacyjnym i finansowym.
Opóźniony sezon i napięty harmonogram
Jak podkreślają osoby zajmujące się zawodowo cięciem sadów, ten sezon jest wyjątkowo trudny:
„Sezon jest opóźniony bardzo mocno” – mówi nam jeden z doświadczonych cięciarzy.
Według jego relacji, wiele gospodarstw jest nawet trzy tygodnie w plecy z pracami cięcia, co powoduje spiętrzenie zleceń i ogromną presję czasową.
Stawki rosną, a chętnych brakuje
Największe zaskoczenie przyniosły jednak informacje o aktualnych stawkach. Okazuje się, że rynek usług cięcia jest mocno rozgrzany, a sadownicy – z braku dostępnych ekip – są gotowi płacić więcej.
„Teraz bierzemy 370 złotych dniówki dla cięciarza w naszej ekipie”
Co więcej, w niektórych przypadkach sadownicy sami proponują jeszcze wyższe wynagrodzenie:
„Sadownicy, którzy nie mają ekipy, a są na tyle zdesperowani, chcą dokładać więcej tylko żeby ekipa przyszła do niego. Są sadownicy którzy, proponują nam więcej niż bierzemy, byle przyjść.”
To pokazuje skalę problemu – brak rąk do pracy powoduje, że rynek usług zaczyna się dynamicznie zmieniać.
Uwaga na zbyt niskie stawki
Niepokojącym sygnałem są również zbyt niskie ceny oferowane przez niektóre ekipy. Jak ostrzega nasz rozmówca:
„Jeśli ekipa bierze teraz 300 zł dniówki, to może okazać się, że nie ma doświadczenia i pojęcia o cięciu.”
W obecnej sytuacji cena staje się więc nie tylko kwestią kosztów, ale również jakości wykonania zabiegu, który ma bezpośredni wpływ na plonowanie i zdrowotność drzew.
Wydajność pracy – ile można zrobić?
Zapytaliśmy również o realną wydajność ekip pracujących w sadach. Jak się okazuje, przy dobrze zorganizowanej pracy możliwe jest osiągnięcie konkretnych wyników:
„8–10 osób, ogród 10-letni i dwie platformy – hektar na dzień się zrobi” – tłumaczy cięciarz.
To jednak wymaga odpowiedniego sprzętu, doświadczenia i dobrej organizacji pracy.
Cięcie nawet do połowy maja
W związku z opóźnieniami, sezon cięcia znacząco się wydłuża:
„Cięcie mamy do 15 maja” – słyszymy.
To oznacza, że prace będą prowadzone równolegle z innymi zabiegami agrotechnicznymi, co dodatkowo komplikuje logistykę w gospodarstwach.
Duże areały i długie kontrakty
Nie brakuje również dużych zleceń, które blokują dostępność ekip na wiele tygodni:
„Na Błędowie mamy 18 hektarów do obcięcia i tam będziemy trzy tygodnie… więc obrobić to wszystko to do 15 maja się zejdzie z pozostałymi zleceniami.”
Co ważne, mowa tu o sadach wymagających tradycyjnego, ręcznego cięcia:
„My wszystko co tniemy to sady nie cięte mechanicznie.”
Sadownicy ratują się własnymi siłami
W obliczu braków kadrowych wielu producentów owoców próbuje radzić sobie samodzielnie:
„Sadownicy też wspomagają się pracownikami z własnego gospodarstwa często.”
To jednak rozwiązanie tymczasowe, które nie zawsze gwarantuje odpowiednią jakość cięcia.
Podsumowanie – trudny sezon dla sadowników
Wszystko wskazuje na to, że najbliższe tygodnie będą kluczowe dla wielu gospodarstw. Ci, którzy jeszcze nie zakontraktowali ekip, mogą stanąć przed trudnym wyborem: zapłacić więcej lub ryzykować opóźnienia i straty w plonowaniu. Jedno jest pewne – presja czasu w sadach jeszcze nigdy nie była tak odczuwalna jak w tym sezonie.







