Przymrozki wiosenne w sadach. Przemysław Kapka opowiada, jakie metody ochrony zastosował w swoim gospodarstwie

by kobieta

Wiosenne przymrozki od lat stanowią jedno z największych zagrożeń dla produkcji sadowniczej. Przemysław Kapka, bazując na ponad 20-letnim doświadczeniu, opowiedział o metodach ochrony sadów, które zastosował w swoim gospodarstwie podczas tegorocznych spadków temperatury. Wykorzystał trzy rozwiązania: ogniska, mobilną maszynę przeciwprzymrozkową oraz stacjonarne urządzenia grzewcze.

8 listopada poranek przywitał sadowników przymrozkiem. O tej porze roku niskie temperatury nie są niczym niezwykłym. Znacznie większy problem pojawia się jednak wiosną, szczególnie w kwietniu i maju, kiedy drzewa znajdują się w fazach rozwojowych szczególnie wrażliwych na uszkodzenia mrozowe.

Jak zauważa Przemysław Kapka, przymrozki wiosenne nie powinny być dla sadowników zaskoczeniem. W ciągu ponad 20 lat prowadzenia gospodarstwa tylko dwa lub trzy sezony obyły się bez tego rodzaju zagrożenia. Około pięciu razy wystąpiły przymrozki o katastrofalnych skutkach, natomiast w pozostałych latach niskie temperatury w mniejszym lub większym stopniu ograniczały plonowanie.

Skutki odczuwalne są nie tylko w danym sezonie. Mniejszy plon oznacza niższe przychody, które mogą ograniczać możliwości rozwoju gospodarstwa i inwestowania w kolejne rozwiązania chroniące uprawy.

Pierwsze doświadczenia z maszyną przeciwprzymrozkową

Około 10 lat temu Przemysław Kapka zdecydował się na zakup pierwszego urządzenia do ochrony przed przymrozkami. Była to niewielka maszyna zaczepiana do ciągnika, zasilana gazem z dwóch butli o pojemności 11 litrów.

Pierwsze doświadczenia nie były jednak zadowalające. Sadownik chciał zabezpieczyć powierzchnię około 2,5 ha, ale przy ówczesnych warunkach pogodowych urządzenie nie zapewniło oczekiwanej ochrony.

Maszyna trafiła więc na pewien czas na bok. Dopiero w sezonie 2026 została ponownie wykorzystana. Tym razem była jednym z elementów szerszego systemu ochrony sadu, obejmującego trzy różne metody.

Ogniska przeciwprzymrozkowe – dużo pracy i zaangażowania

Jak relacjonuje Przemysław Kapka, na początku maja 2026 roku gospodarstwo miało za sobą trzy nieprzespane noce. Jednym ze sposobów walki z niskimi temperaturami było rozpalanie ognisk w sadzie.

Metoda ta wymagała bardzo dużego nakładu pracy. Przygotowania zajęły praktycznie cały dzień. Na powierzchni około hektara rozpalono 200–300 ognisk, do których potrzebne były znaczne ilości drewna.

Przez całą noc dwie osoby pilnowały ognia i regularnie dokładały opał, aby ogniska nie wygasły.

Początkowo sadownik oceniał tę metodę jako stosunkowo skuteczną, jednak zaznaczał, że ostateczne rezultaty będzie można ocenić dopiero po kolejnych etapach rozwoju drzew. Znaczenie miało mieć zawiązywanie owoców, rozwój liści i dalszy przebieg sezonu.

Maszyna gazowa – ochrona wymagająca całonocnej pracy

Drugim rozwiązaniem była wspomniana wcześniej mobilna maszyna przeciwprzymrozkowa, zaczepiona do ciągnika i wyposażona w palniki zasilane gazem z butli.

Jej obsługa również wymagała dużego zaangażowania. Praktycznie przez całą noc trzeba było jeździć ciągnikiem po sadzie, regularnie przemieszczając urządzenie w obrębie chronionej powierzchni.

Warunki pogodowe były wyjątkowo trudne. Według relacji sadownika temperatura na wysokości około dwóch metrów spadała do -5, a nawet -6°C. Jeszcze niższe wartości wskazywał termometr mokry, który pokazywał niemal -8°C.

Przy tak dużych spadkach temperatury ochrona wymagała ciągłej pracy i ograniczenia powierzchni objętej działaniem urządzenia.

Stacjonarne urządzenia przeciwprzymrozkowe

Kolejnym sposobem ochrony zastosowanym w gospodarstwie były stacjonarne urządzenia przeciwprzymrozkowe. Ich działanie i doświadczenia związane z wykorzystaniem tej technologii Przemysław Kapka zapowiedział omówić szerzej w dalszej części swojej relacji.

To właśnie porównanie kilku metod pozwala spojrzeć na ochronę sadów przed przymrozkami z praktycznej perspektywy. Każde rozwiązanie wiąże się bowiem z innymi wymaganiami dotyczącymi pracy, organizacji, powierzchni ochrony i kosztów.

Przymrozki trzeba uwzględniać w planowaniu produkcji

Historia Przemysława Kapki pokazuje, że przymrozki wiosenne nie są sporadycznym zdarzeniem, które można traktować jako wyjątkowy problem. W jego gospodarstwie pojawiały się niemal każdego roku, a ich skutki wielokrotnie wpływały na wielkość produkcji i sytuację finansową.

Sadownik podkreśla, że o skuteczności zastosowanych metod nie można przesądzać bez obserwacji dalszego rozwoju drzew i oceny zawiązania owoców. Sam fakt przeprowadzenia zabiegów ochronnych nie oznacza jeszcze, że udało się uniknąć strat.

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.