w

Profesor Pieniążek ostrzegał przed tym od lat… Zima, która zabija z opóźnieniem.

Zima w sadzie. Opowieść o przetrwaniu według profesora Szczepana Pieniążka

Zimą sad milknie. Gałęzie, które jeszcze jesienią uginały się pod ciężarem jabłek, stoją nagie i nieruchome, jakby ktoś zatrzymał czas. Śnieg tłumi dźwięki, a powietrze staje się ostre i kruche. Tylko wiatr czasem przeciągnie przez rzędy drzew, szeleszcząc suchymi pędami. Dla przypadkowego przechodnia to martwy krajobraz. Dla sadownika — moment prawdy.

Profesor Szczepan Pieniążek, jeden z największych autorytetów polskiego sadownictwa, wielokrotnie opisywał różne zimy i ich skutki. Wiedział, że właśnie wtedy, gdy nic nie widać, rozstrzyga się przyszłość plonów.

Trzask, który budzi noc

Najbardziej przejmujące są noce z siarczystym mrozem. Temperatura spada nagle, bez ostrzeżenia. W takich chwilach sad potrafi… strzelać. Głuchy trzask niesie się daleko, jakby w oddali pękało drewno na opał. To pień drzewa nie wytrzymuje napięcia i rozszczepia się pod wpływem zimna.

Rano sadownik chodzi od drzewa do drzewa i dotyka kory. Szuka szczelin, sprawdza, czy nie odchodzi od pnia. Wie, że taka rana może goić się latami — albo stać się początkiem końca.

Profesor Pieniążek pisał, że nie ma nic bardziej zdradliwego niż nagłe wahania temperatury. Nie sam mróz, lecz jego kapryśność bywa zabójcza.

Drzewo, które umiera powoli

Czasem zima nie zostawia widocznych śladów. Wiosną sad zakwita jak zawsze — biało, gęsto, obiecująco. Pszczoły pracują, pąki pękają, zawiązują się owoce. I nagle, gdy nadchodzi czerwiec, drzewo zaczyna schnąć. Liście więdną, owoce opadają.

To mróz, który zabił korzenie.

Profesor opisywał takie przypadki z niezwykłą dokładnością. Drzewo może wyglądać zdrowo, a w rzeczywistości być już skazane. Sadownik pozostaje bezradny, bo prawdziwe skutki zimy ujawniają się dopiero po miesiącach.

Sekrety ukryte w pąkach

W środku zimy ogrodnicy czasem ścinają młode pędy i przynoszą je do domu. Wstawiają do wody, czekają. Jeśli pąki się rozwiną — jest nadzieja. Jeśli czernieją — zima była zbyt surowa.

Najbardziej wrażliwa jest tkanka w samym środku pędu, niewidoczna dla oka. To ona decyduje, czy wiosną pojawią się nowe liście. Profesor Pieniążek podkreślał, że życie drzewa jest kruche, ale jednocześnie zadziwiająco odporne.

Sen, bez którego nie ma wiosny

Paradoksalnie drzewa potrzebują zimy. Bez niej nie potrafią żyć normalnie. W cieplejszych krajach jabłonie rosną słabo, kwitną nierówno, owocują mizernie. Brakuje im chłodu, który w naszym klimacie jest czymś oczywistym.

Profesor opisywał podróże do miejsc, gdzie jabłonie próbowały rosnąć w tropikach. Wyglądały tam jak zagubione — jakby nie wiedziały, kiedy zacząć, a kiedy przestać rosnąć. Zamiast odpoczywać, trwały w niekończącym się zmęczeniu.

Zima jest więc nie tylko zagrożeniem, lecz także koniecznym odpoczynkiem. Drzewo zasypia, by móc się odrodzić.

Sadownik i jego cierpliwość

W styczniu i lutym sadownik nie może zrobić wiele. Może tylko patrzeć, czekać, oceniać. Otrząsnąć śnieg z gałęzi, zabezpieczyć pnie, modlić się o stabilną pogodę. Reszta zależy od natury.

Profesor Szczepan Pieniążek uczył, że sadownictwo to szkoła cierpliwości i pokory. Każda zima jest inna, każda przynosi nowe doświadczenie. Jednego roku drzewa giną od mrozu, innego — od odwilży, która przyszła zbyt wcześnie.

Wiosna jako odpowiedź

Dopiero wiosną sad przemawia. Jeśli zakwitnie równomiernie, wiadomo, że zima była łaskawa. Jeśli kwiatów jest mało albo pojawiają się tylko na części drzew — to znak, że mróz zostawił ślad. Wtedy zaczyna się nowy cykl nadziei. Bo nawet po najcięższej zimie sad potrafi się odrodzić.

UDOSTĘPNIJ

Przemarznięcia w sadach po zimie 2025/2026 – skala zjawiska

Tamci martwili się o podaż, my powinniśmy martwić się o popyt…