Podczas konferencji ochrony roślin sadowniczych zorganizowanej przez Instytut Ogrodnictwa dyrektor Departament Hodowli i Ochrony Roślin, Małgorzata Flaszka, przedstawiła aktualny stan systemu ochrony roślin w Polsce oraz wyzwania stojące przed producentami.
Jak podkreśliła, liczby mogą robić wrażenie. Obecnie w Polsce zarejestrowanych jest prawie 3000 środków ochrony roślin — trzykrotnie więcej niż 25 lat temu. W połowie lat 90. liczba rejestracji nie przekraczała tysiąca, a jeszcze w 2015 roku wynosiła około 1500.
— Historycznie mamy dziś największą liczbę substancji czynnych dostępnych dla rolnictwa — około 288 — mówiła dyrektor Flaszka.
Jednak statystyki sprzedaży pokazują zupełnie inny obraz. W praktyce w obrocie znajduje się mniej niż połowa zarejestrowanych preparatów. W ostatnich latach było to 43–47 procent.
Powody są różne. Często firmy nie wprowadzają środków na rynek ze względów marketingowych lub ekonomicznych. Zdarza się, że cena preparatu byłaby zbyt wysoka dla polskich odbiorców, dlatego producent rezygnuje z dystrybucji w Polsce mimo posiadania zezwolenia.
To powoduje paradoks: formalnie dostępnych jest wiele narzędzi ochrony, ale rolnicy nie mogą z nich skorzystać.
Dodatkowym wyzwaniem jest struktura dostępnych preparatów. Najwięcej jest herbicydów, najmniej — insektycydów. Tymczasem właśnie te ostatnie są kluczowe w sadownictwie.
Dyrektor Flaszka zwróciła również uwagę na proces wycofywania substancji czynnych w Unii Europejskiej. Choć tempo wycofań ostatnio spowolniło, luka po najbardziej skutecznych środkach nie jest łatwa do wypełnienia.
— Nie zastąpimy jeden do jednego substancji o wysokiej skuteczności nowymi preparatami, ale staramy się, by ta luka była jak najmniejsza — podkreśliła.
Biologiczna ochrona roślin — przyszłość, która wciąż jest niedostępna
Jednym z najważniejszych wątków wystąpienia była rola preparatów biologicznych w nowoczesnej ochronie roślin.
W Polsce zarejestrowanych jest zaledwie 54 środków opartych na mikroorganizmach (bakteriach, wirusach i grzybach). To promil wszystkich dostępnych preparatów.
— Jeśli chcemy stosować integrowaną ochronę roślin i rotować środki, musimy mieć czym rotować — zaznaczyła dyrektor Flaszka.
Problemem jest system rejestracji. Produkty biologiczne często podlegają takim samym wymaganiom jak chemiczne, co znacząco utrudnia ich wprowadzanie na rynek. Dotyczy to m.in. preparatów zawierających naturalne ekstrakty roślinne czy olejki.
Polska od lat apeluje na forum Unii Europejskiej o:
-
ujednolicenie definicji substancji biologicznej,
-
uproszczenie procedur rejestracyjnych,
-
ograniczenie wymogów dla produktów niskiego ryzyka.
Bez tych zmian rozwój biologicznej ochrony będzie powolny.
Tymczasem znaczenie metod niechemicznych rośnie. Od 2014 roku w Polsce obowiązuje integrowana ochrona roślin, która zakłada pierwszeństwo metod niechemicznych, a środki chemiczne traktuje jako ostateczność.
— Narzędzia są kluczowe. Bez dostępnych preparatów biologicznych nie da się realizować tych założeń — podkreśliła dyrektor.





