W ostatnich dniach wielu sadowników z niepokojem obserwuje prognozy pogody i realne spadki temperatur w różnych regionach Polski. Mróz na poziomie od –20 do nawet –25°C zawsze budzi obawy o kondycję drzew owocowych, szczególnie młodych nasadzeń. Jak jednak podkreśla doświadczony sadownik Jacek Pruszkowski, realne skutki takich temperatur nie są jednoznaczne i zależą od wielu czynników.
Czy silny mróz niszczy drzewa?
Zdaniem Jacka Pruszkowskiego, bazującym na wieloletnim doświadczeniu, same drzewa – zwłaszcza jabłonie – są stosunkowo odporne na niskie temperatury. Nawet przy spadkach do –20 lub –25°C zazwyczaj nie dochodzi do masowego wymarzania pni czy systemów korzeniowych.
Znacznie bardziej wrażliwe są natomiast pąki kwiatowe. To właśnie one mogą ulec uszkodzeniom, co w praktyce oznacza słabsze kwitnienie i potencjalnie niższy plon w nadchodzącym sezonie.
Młode nasadzenia – czy jest się czego obawiać?
Wielu producentów obawia się szczególnie o młode drzewka: jednoroczne, dwuletnie czy trzyletnie. Jak zaznacza sadownik, na obecnym etapie jest jeszcze zbyt wcześnie, by jednoznacznie mówić o poważnych stratach.
„Póki co mówienie o przemarznięciach młodych nasadzeń jest zbyt wczesne i raczej te temperatury u mnie szkody nie wyrządziły” – podkreśla Jacek Pruszkowski.
W jego gospodarstwie temperatura nie spadła poniżej –20°C, a dodatkowo duże znaczenie ma lokalizacja sadów – wysoko położony teren w pobliżu lasów sprzyja naturalnej ochronie przed ekstremalnymi spadkami temperatur.
Od czego naprawdę zależą szkody mrozowe?
Sadownik wskazuje, że wpływ mrozu na sady zależy od wielu indywidualnych czynników, takich jak:
- rodzaj podkładki i odmiany,
- kondycja gleby i sposób jej pielęgnacji,
- wcześniejsze nawożenie (zwłaszcza przenawożenie azotem),
- cięcie przed zimą lub jego brak,
- pokrywa śnieżna,
- owocowanie w poprzednim sezonie,
- lokalizacja sadu (zagłębienia terenu, bliskość lasów, przewiewność).
Każdy z tych elementów może decydować o tym, czy mróz okaże się tylko krótkotrwałym stresem, czy realnym zagrożeniem dla plonu.
Największe ryzyko: pąki, nie drzewa
Na obecnym etapie największe ryzyko dotyczy nie tyle samych drzew, co delikatnych pąków kwiatowych. Ich częściowe przemarznięcie może być widoczne dopiero wiosną – podczas ruszenia wegetacji i kwitnienia.
W praktyce oznacza to, że prawdziwą skalę strat sadownicy poznają dopiero za kilka tygodni, po pierwszych lustracjach pąków i rozcięciach kontrolnych.
Wnioski dla sadowników
Choć silne mrozy zawsze budzą niepokój, doświadczenie pokazuje, że panika jest złym doradcą. W większości przypadków drzewa owocowe, zwłaszcza jabłonie, radzą sobie z niskimi temperaturami lepiej, niż się powszechnie uważa.
Jak podsumowuje Jacek Pruszkowski – na ten moment większe obawy dotyczą potencjalnego uszkodzenia pąków niż losu całych nasadzeń. Kluczowe będzie jednak dokładne monitorowanie sytuacji wczesną wiosną i dostosowanie dalszych zabiegów agrotechnicznych do realnego stanu drzew.
Najważniejsza rada: zachować spokój, nie podejmować pochopnych decyzji i poczekać na pierwsze oznaki ruszenia wegetacji. Dopiero wtedy będzie można rzetelnie ocenić rzeczywisty wpływ zimowych mrozów na tegoroczny sezon w sadach.







